piątek, 9 października 2015

Relacja z koncertu Infinite.

   Witam. Po roku nieobecności wracam na bloga żeby opisać wydarzenie, w którym miałam okazję uczestniczyć całkiem niedawno. Był to właśnie koncert Infinite w Warszawie. Postanowiłam, że dzięki temu to wszystko co się tam wydarzyło, na dłużej pozostanie w mojej pamięci. A naprawdę jest co wspominać, gdyż ten koncert przebił wszystkie inne. Minęło już 5 dni od koncertu, a ja wciąż nie bardzo mogę wyjść z depresji pokoncertowej i nie wierzę, że brałam w tym udział. Ostrzegam, że ta recenzja (podobnie jak poprzednia) będzie niezwykle nacechowana emocjonalnie i przepełniona moimi feelsami. W każdym razie, zaczynamy~

   Kiedy zobaczyłam na stronie MMT zdjęcie z datami europejskiej trasy Infinite, już wtedy wiedziałam co będę robić 4 października. W mojej głowie krążyła tylko jedna myśl: "Nie możesz tego przegapić, przecież to jeden z twoich ulubionych zespołów, tak?" Cieszyłam się, że termin koncertu przypadał na niedzielę, w tygodniu troszkę gorzej jest namówić rodziców na nieobecność w szkole. Czekałam z niecierpliwością na informację o cenach biletów, a kiedy już się pojawiła trochę mnie zamurowało. Jednak bez zbędnego marudzenia, spięłam pośladki i zaczęłam oszczędzać kieszonkowe. W dniu sprzedaży byłam nieco zestresowana, ale tym razem obyło się bez problemów, udało mi się kupić bilet z CAT1. Te dwa tygodnie szkoły przed koncertem bardzo mi się dłużyły, ale w końcu nadeszła ta chwila. W sobotę, 3 października, byłam mega podekscytowana i już nie mogłam się doczekać spotkania z zespołem. Spakowałam się, w pośpiechu zrobiłam baner z imieniem mojego biasa i przygotowałam się na jedne z piękniejszych chwil w moim życiu.

                                                                                 
mój baner~


   Do Warszawy wyjechałam w sobotę, o godz. 00:10. Podróż autobusem minęła mi dosyć szybko i komfortowo. W trakcie nawet udało mi się przespać, zanim się się spostrzegłam byłam już na miejscu. Około 6 rano zajechałam taksówką pod klub. Muszę przyznać, że o tej godzinie było jeszcze cholernie zimno, mimo że miałam na sobie grubą bluzę i kurtkę zimową. Podeszłam do dziewczyn po numerek na nieoficjalnej liście, dorwałam 56. Nie było tak źle, niektórzy czekali już od poprzedniego wieczoru, zawinięci w koce i folie termiczne. Ja bym tak nie potrafiła. Trzęsąc się z zimna, czekałam do 9 aż przyjdą dziewczyny z Infinite Poland i zrobią drugą listę, tym razem oficjalną. Do końca utrzymałam swój pierwszy numerek. Po wpłaceniu 5 zł dostałam swój pakiet z lightstickiem i banerem. Na miejscu było bardzo dużo Koreańczyków, o wiele więcej niż na poprzednich koncertach k-popowych. Po dopełnieniu wszelkich formalności okazało się, że kolejna zbiórka będzie dopiero o godz. 16.30, czyli przed wpuszczaniem do klubu. W wolnym czasie postanowiłam coś zjeść, a także rozejrzeć się dookoła. Na szczęście całkiem niedaleko był McDonald, dlatego udało mi się troszkę nabrać sił. :D Pozostały czas przesiedziałam w galerii Fort Wola, tuż obok sali koncertowej. Niestety nie udało mi się doświadczyć, jak chłopcy wychodzili z autobusu, ale siedząc przy oknie zauważyłam tłum dziewczyn, które skakały i machały do osoby wychylającej się z balkonu. Nie zastanawiając się dłużej, wybiegłam z galerii ledwo nie zabijając się po drodze i pognałam w tamtą stronę. Okazało się, że to Hoya postanowił przywitać się z fanami, a zaraz po nim wyszedł Sungjong. Tak, wtedy po raz pierwszy zobaczyłam mojego biasa. Wtedy jeszcze to do mnie nie dotarło, dlatego zareagowałam dosyć "normalnie". Już wtedy starałam się zwrócić jego uwagę, ale niestety nie udało mi się.


Sungjong i Hoya na balkonie, cr to owner




cr to owner
 O 16.30 wszyscy ustawili się w odpowiednie kolejki. Właśnie wtedy udało mi się poznać parę bardzo pozytywnych osób i dzięki nim oczekiwanie na występ minęło mi bardzo przyjemnie. Bardzo sympatyczna Koreanka, która stała koło nas, opowiadała nam o koncercie na stadionie w Korei, a także tłumaczyła wpisy na bieżąco dodawane przez Sunggyu. Ze sporym opóźnieniem zaczęto nas wpuszczać na salę. Po sprawdzeniu mojego biletu przez panie obsługujące. przeszukaniu torebki i wręczeniu odpowiedniej opaski wreszcie udało mi się wejść na salę. Zajęłam miejsce po prawej stronie, w drugim rzędzie. Bardzo odpowiadało mi to miejsce, ponieważ przede mną stały raczej niższe osoby i widziałam bardzo dokładnie wszystko, co działo się na scenie. Po raz pierwszy w życiu byłam tak blisko swoich idoli (pomijając meet&greet na VIXX). Przed koncertem na "płachcie" były wyświetlane teledyski Infinitów. Aż w końcu nadeszła ta chwila. Zgasły światła, a po chwili na materiale było widać cienie sylwetek członków zespołu. Moim oczom ukazał się Sungjong oraz reszta. Był idealny, nawet bardziej niż na zdjęciach i filmikach oglądanych przeze mnie na ekranie komputera. W tym momencie moje emocje wręcz eksplodowały. Zaczęłam śpiewać tekst "BTD" najgłośniej, jak tylko potrafiłam. Machałam swoim lightstickiem w rytm utworu. Łzy napłynęły mi do oczu, ale jeszcze jakoś udało mi się powstrzymać płacz.

cr to owner
                                                                          
    Po tym wszystkim chłopcy pięknie się przedstawili, byłam zdumiona słysząc ich polski akcent - uroczo wypowiedziane zdanie "Dzień dobry, mam na imię Sungjong" pobiło wszystko. :D W trakcie, gdy Woohyun się wypowiadał, rozłożyłam swój baner z imieniem Sungjong'a i podniosłam lekko do góry, aby nie zasłaniać wszystkiego osobom z tyłu. I wtedy TO się wydarzyło. Odwrócił się w moją stronę, popatrzył na baner z lekko zdziwioną, a za razem zadowoloną miną, wskazał na niego palcem i pokiwał głową z satysfakcją. DLACZEGO MI TO ROBISZ, BĘDĄC PRZY TYM TAK IDEALNYM, CO. Myślałam, że już na sam początek będzie zgon na miejscu... łzy znowu napłynęły mi do oczu. Z tego co pamiętam, to byłam jedyną osobą z jego imieniem na banerze. Widać było, że strasznie się z tego powodu ucieszył i przez cały koncert dawał mi to do zrozumienia. Ten moment trwał zaledwie parę sekund, ale czułam się jak najszczęśliwsza osoba na ziemi. Zostać wyróżnioną przez swojego biasa to najlepsze uczucie ever. Cała reszta zespołu również zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dongwoo to wulkan energii, cały czas miał świetny kontakt z fanami. Myungsoo... przystojny, to mało powiedziane. On wyglądał jak osobnik nie z tej ziemi. Hoya miał kontuzję kolana, dlatego prawie przez cały koncert siedział na krześle wyraźnie zmartwiony tym faktem. Trzeba dodać, że był po mojej stronie sceny, dlatego mogłam dokładnie mu się przyjrzeć z bardzo bliska. Nie pamiętam dokładnej kolejności piosenek, ale chłopcy wystąpili z następnymi utworami, a potem przyszedł czas na kolejne wypowiedzi. Wtedy kolejny raz prawie przeżyłam zawał...Stałam spokojnie, patrząc się na jakiegoś innego członka zespołu, kiedy nagle dziewczyna stojąca obok mnie spojrzała na mnie zdziwionym wzrokiem. Nie wiedziałam o co chodzi, dlatego jakby automatycznie przeniosłam wzrok na Sungjong'a. Spoglądał prosto na mnie, pokazując przy tym serduszko z palców. Zrobiłam to samo i pomachałam mu trochę zdezorientowana, znowu nie mogłam uwierzyć co przed chwilą się wydarzyło. Chyba przypomniał sobie o banerze i znów chciał mi jakoś wynagrodzić moją miłość do niego, robiąc to w tak idealny sposób. TAK BARDZO IDEALNY. Wciąż mam przed oczami jego uroczą buźkę, zwracającą się w moją stronę, kiedy inni patrzyli przed siebie. 

                                           
Sungjong oppa~ cr to owner


   To właśnie z nim miałam najwięcej interakcji, a na drugim miejscu był Myungsoo. Przykładowo pod koniec koncertu, spojrzałam na L'a lekko mrużąc oczy (ps. nie wiem dlaczego to zrobiłam, hahaha). On zrobił to samo, uśmiechając się przy tym rozkosznie i pytając po koreańsku "Co? O co chodzi?". To było takie urocze. <3 Kolejna sytuacja, gdy wyciągnęłam telefon i zaczęłam filmować Sungjonga, on w pewnym momencie odwrócił się, spojrzał prosto w kamerę i przechylił głowę na bok, robiąc przy tym śmieszną minkę, jakby chciał mi zapozować. Chłopcy puszczali samoloty papierowe z ich autografami, w pewnym momencie udało mi się złapać jeden z nich, ale niefortunnie równo z dziewczyną przede mną. Nie chciałam się o niego szarpać, dlatego pozwoliłam jej go zabrać. Tym bardziej, że podpis był od Dongwoo, a nie jest on moim ulubionym członkiem zespołu, jak już wcześniej wspomniałam. Podczas występu Infinite F, rozdawali fanom również pluszowe misie z ich podpisami. Marzyłam o tym, żeby dostać jednego od Sungjong'a. I... moje marzenie się spełniło. Przytrzymałam nogami swój baner i lightstick, żeby mieć wolne ręce i wyciągnęłam je do góry. Jong był po drugiej stronie sceny, w pewnym momencie zerknął na nas i przybiegł bliżej, z koszem pełnym misiów. Stanęłam na palcach, a kiedy rzucił jednego centralnie w moją stronę, udało mi się go złapać. Wierzę, że zrobił to ze świadomością o tym, jak bardzo go lubię i pamiętając o moim banerze, ale to być może jest już wytwór mojej wyobraźni. Przytuliłam misia do siebie, zapomniałam o całym świecie. To było takie nierealne, że przed chwilą mój bias miał go w rękach. Miś nie był podpisany przez Sungjonga, ale przez Myungsoo. Ale to nic, sam fakt że udało mi się go dorwać napawał mnie jeszcze większą radością i miłością do nich. ^^

                                                                 
miś od Jonga.


   Trzeba również dodać, że oni wszyscy tak świetnie się ruszają, mogłabym na to patrzeć godzinami i wciąż nie miałabym dosyć. W trakcie piosenki "Between me and you" wszyscy podnieśli do góry banery z napisem 1004, czyli z datą koncertu. Po koreańsku czyta się ten numer "cheonsa", co również oznacza "anioł". Chłopcy byli zaskoczeni, że udało nam się wpaść na taki świetny pomysł. Natomiast pod sam koniec wyciągnęliśmy do góry drugą stronę baneru, z napisem "dziękujemy". Widać było po nich, że bardzo się wzruszyli, a ja sama pod koniec już dłużej nie mogłam w sobie dusić emocji i łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Wiedziałam, że to już koniec tego wszystkiego, że być może już nigdy ich nie zobaczę na żywo. Chociaż bardzo bym chciała.

                                                                         
Sungjong z naszym banerem. cr to owner


                                                                                 
Myungsoo z naszym banerem. 


   W powietrze wyleciało konfetti, które cały czas przyklejało się do mojej wilgotnej twarzy. Już wtedy wiedziałam, że nigdy w życiu nie zapomnę tego dnia, a pluszowy miś na pewno mi w tym pomoże. Woohyun żegnał się z nami najdłużej, a kiedy wszyscy zeszli ze sceny, zaświeciły się światła. Rozejrzałam się dookoła i okazało się, że nie tylko ja się wzruszyłam. Wciąż lekko oszołomiona, skierowałam się w stronę wyjścia. Od razu wsiadłam do taksówki, żeby nie spóźnić się na nocny autobus.. to była najgorsza decyzja, jaką popełniłam w tym dniu. Okazało się, że pomyliłam godziny, a autobus odjeżdżał dopiero za godzinę. Woohyun robił sobie zdjęcia z fanami po wyjściu z klubu, a ja to przegapiłam. Jeszcze przez długi czas po koncercie powracałam do rzeczywistości. Na pamiątkę zachowałam bilet, co prawda zgaszony już lightstick, misia, opaski koncertowe, fancamy, zdjęcia i świetne wspomnienia. <3 

fancamy : 



                                        ( W 1:35 - 1:39 Sungjong zapozował do kamery :> )



                                        ( Tutaj w 2:17 Sungjong zauważył mój baner )


                                                                 ( ryczę ;___; )

2 komentarze: